Jak wydawać pieniądze….. bez głowy

Udostępnij na:

 

shopping

 

Dziś rano, jak w każdy poniedziałek miałam udać się na dwie długie i męczące godziny fitnessu. Jednak z przyczyn czysto kobiecych, postanowiłam odpuścić sobie, tą wspaniałą atrakcję dnia.

Zamiast tego, udałam się do pralni chemicznej po odbiór garniturów męża, do sklepu z żarówkami, do piekarni, do sklepu z mrożonkami i do Lidla. Dzień, jak co dzień, matki, żony, kobiety pracującej i kury domowej w jednym. Co prawda w ubiegłym tygodniu, byłam na wielkich zakupach w Carrefourze, ale okazało się, że zapomniałam kupić pasty do zębów, a ta skończyła się właśnie dziś rano, oraz papieru toaletowego, który na szczęście jeszcze się nie skończył, ale już jest u schyłku. Tak więc, weszłam do Lidla, który znajduje się tuż obok sklepu z mrożonkami, z założeniem zakupu tych oto dwóch rzeczy. Sklep opuściłam po 30 minutach, z rachunkiem na 38 euro, a w siatce znajdowały się:

–  pomidorki koktajlowe ( bo nie mam, a były z upraw bio)

– banany ( bo również bio, i do tego małe, a dziewczynki nie lubią dużych)

– pieczarki ( bo dziś robię omlet na kolacje, więc się przydadzą)

– ser Camembert ( bo wczoraj się skończył)

– ryż do risotto ( bo włoski tydzień w Lidlu)

– makaron fusilli, w dużym formacie ( bo oryginalny, i patrz powyżej)

–  hiacynty w doniczce ( bo tak ładnie wyglądały )

– 4 opakowania jajek Kinder niespodzianka ( bo były w promocji, a Lilka nie może przecież jeść całe życie suszonej żurawiny, rodzynek i wafli ryżowych na deser!) a jak przychodzą jej koleżanki to się cieszą że mają jajka (Ja teraz po nocach nie będę spała przez ten olej palmowy w kinderkach)

– ogromną paczke M&M’sów ( bo stała przy kasie i się do mnie uśmiechała, i prosiła żeby ją kupić)

– małą patelnię, bo były w promocji, a ja swoją spaliłam dwa tygodnie temu ( w ubiegłym tygodniu garnek, a wczoraj potłukłam miskę z buraczkami, chyba powinnam darować sobie gotowanie przez jakiś czas)

– i oczywiście nieszczęsną pastę do zębów

 

O papierze toaletowym zapomniałam….

 

shopping 2

 

Więc w sumie ta pasta i ten papier, którego jednak nie kupiłam, bo z wrażenia zapomniałam, okazały się bardzo drogimi produktami, i jednak nie opłacało się iść do Lidla na zakupy. Czy Wy też tak macie, czy to tylko ja? Moja mama i siostra, również, więc może to po prostu jakaś genetyczna choroba rodzinna???

W internecie pojawia się mnóstwo tekstów, o tym jak mądrze wydawać pieniądze, jak je oszczędzać, jak kupować „ z głową”. Cóż, ja już próbowałam wielu metod, do najlepszych zaliczam:

Chodzenie do sklepów z listą zakupów, co nie zawsze mi się udaje (czytaj – prawie nigdy) oraz, omijanie regałów zatytułowanych „promocja”, bo wtedy okazuje się, że wszystko co w promocji, jest mi bardzo potrzebne. Robię również zakupy zawsze w tym samym sklepie, wiem co chcę kupić i gdzie się znajduje więc nie błądzę. Nie kupuje napojów gazowanych i soków, a słone i słodkie przekąski kupuje w bardzo małych ilościach. Po pierwsze te produkty są drogie, a po drugie szkodliwe. Ograniczyłam zakup mięsa do maksymalnie dwóch obiadów w tygodniu, co wyjdzie nam lepiej i na finanse i na zdrowie. Nie wychodzę na zakupy głodna, inaczej nie dość, że załaduje koszyk rzeczami zbędnymi, to jeszcze połowę zjem, zanim dojdę do kasy. Jednak te wszystkie metody są krótko terminowe, powiedziałabym wręcz doraźne. Dobrze się sprawdzają, ale nie do końca. Bo niczym alkoholik czy narkoman, zaliczam wpadki, tak jak dzisiaj w Lidlu. Dlatego nie doradzę Wam jak zaoszczędzić, ale jak wydać i nie mieć wyrzutów sumienia! Jeśli się zastanawiacie, kupić czy nie kupić to pomyślcie sobie że:

– Każdemu się coś należy od życia, Wam również!

– Buty to niezbędna rzecz, potrzebna do chodzenia. Inaczej przecież się nie da, więc ruszajcie z nimi do kasy. Trudno, to będą Wasze trzecie półbuty w tym sezonie. W następnym kupicie już tylko kozaki.

– Macie już mnóstwo jeansów? Ale takich jeszcze nie, a po za tym, wasz tyłek wygląda w nich świetnie. To wystarczający powód do zakupu.

– Od jednej kawy latte na mieście, jeszcze nikt nie zbiedniał. Wy też nie zbankrutujecie.

– Co z tego że Pad Thai drogi, w domu nie macie ani azjatyckiego makaronu, ani świeżych krewetek, za to macie ogromną chęć aby go zjeść! Nie wolno się przecież głodzić.

– Książka to kultura, to rozwój intelektualny, to okno na świat. Aby być mądrzejszym należy czytać, a ta pozycja wydaje się ciekawa, dlatego warto ją kupić.

– Jeśli zastanawiacie się nad zakupem zestawu bielizny w którym wyglądacie sexy, to pomyślcie, że robicie to również dla Waszego partnera. On na pewno będzie zachwycony.

– To już Wasz piętnasty cień do powiek? Jestem pewna, że w tej barwie jeszcze nie macie, a przecież tak świetnie podkreśla kolor Waszych oczu.

– Co z tego że torebka/sukienka/płaszcz drogi. Jest na liście „must have” tego sezonu, to aż grzech nie mieć w szafie.

Więc nie przejmujcie się, ogólnoświatowym kryzysem, niską pensją, i drogimi towarami. Korzystajcie z życia, a jedynym limitem, niech będzie ten na Waszej karcie płatniczej!!!

A Wy? Jak się „rozgrzeszacie” z całkowicie zbędnych i fanaberyjnych zakupów???

Comments 17
  • Ja tez zazwyczaj potrafilam sie rozpedzic z wydatkami w sklepie. Zawsze wychodzilam z masa niepotrzebnych lub niezaplanowanych rzeczy przez co wydawalam wiecej niz to bylo konieczne. Jednak od kiedy pojawil sie koncept Drive stalam sie uzalezniona! Fakt, jest moze mniejszy wybor, ale latwiej kontroluje co kupuje i za ile, a w dodatku unikam przepychania sie z wozkiem po supermarkecie i stania w kolejce:)

    • To jest jakie rozwizanie, masz racje!

  • Tez bylam ostatnio w lidlu kupilam blender bo byl ostatni.

    • no wanie, pozostawie to bez komentarza 😉

  • Ale się uśmiałam :)książka jest juz u drugiej koleżanki i nie wiem czy w tym roku wróci :)to ja teraz na przekór :a gdzie Francuzi kupują w sieci?co polecasz?pozdrawiam

    • Miego czytania zycze kolezankom!

  • Słowo-klucz: „wyprzedaż”. Kupując na wyprzedażach, mam świadomość, że „trzeba” kupić właśnie teraz, a nie kiedyś, bo teraz warto! Niskie ceny, można kupić więcej za mniej. A później będą normalne ceny i bez sensu. Gdy wyprzedaży nie ma – myślę sobie „po to przecież się kształciłaś, pracujesz i zarabiasz, żebyś mogła sobie kupić tę torebkę tylko dlatego, że Ci przyjdzie na nią ochota”. Plus bliska mi (również na skutek przeżyć życiowych) jest filozofia „raz się żyje, kto wie, co będzie jutro, więc bawmy się teraz”.
    Nie należę do osób oszczędnych; ale się staram. Np. kilka miesięcy temu, podczas przeprowadzki, gdy zgromadziłam wszystkie zapasowe kosmetyki pielęgnacyjne w jednym miejscu, odkryłam, że mam ich dwie wielkie szuflady w komodzie. Obiecałam sobie nie kupić żadnych, póki nie zużyję zapasów z tych 2 szuflad. Poza tym, jeśli chodzi o ubrania, buty i torebki, oszczędzam w ten sposób, że kupuję tylko te, które są a) bdb jakości (czyli materiały naturalne + porządne wykonanie) b) wygodne!!! c) naprawdę ładne, a nie tylko akceptowalne d) wyglądam w nich bez zarzutu z tyłu i przodu 😉 To eliminuje niestety sporo produktów, więc siłą rzeczy kupuję mniej.

  • coz….mialam pare chudych miesiecy podczas ktorych musialam doslownie zastanowic sie nad kazdym centem. co odkrylam.
    warzywniak ktorym ma mnostwo produktow z wlasnej uprawy (niepryskane) gdzie czesto jest duzo warzyw „drugiego sortu”. smakuja pysznie czasem moga miec mala ryske. w lecie glownie skladniki na leczo (ktore w sloikach, zima ratuja obiad), owoce ktore sa dojrzale (marrmoldy wlasnej roboty smakuja duzo lepiej i mozna je zawsze sprezentowac jak ta figowa, ukochana mojej mamy)
    polki z produktami 50% ( bo data waznosci do jutra). przeciez wiadomo ze jak ser ma dwa czy 3 dni wiecej to nic sie nie stanie.

    ale oczywiscie oszczednosc musi byc nagrodzona. w moim przypadku sa to zazwyczaj perfumy. i co ze Chanel kosztuje tyle ile miesiecznie potrzebuje na jedzenie?
    buteleczke mam juz ponad rok i poprawia nastroj jak nic innego 🙂

    • jak bylam na wychowawczym z pierwsza coreczka to wlasnie tak bylo, zapisywalam w zeszycie wszystkie wydatki, ale zgadzam sie ze perfumy to rzecz obowiazkowa!!!!

  • U nas sprawdzają się tickets restaurant. Uważam je za jeden z najlepszych francuskich wynalazków pozwalających na limitowane i przemyślane zakupy 🙂 Obiady jadamy w domu, wiec tickets przeznaczamy na zakupy. W ten oto sposób wydajemy jednorazowo na codzienne zakupy max 16 euro i muszę przyznać, ze dzięki temu nauczyliśmy się liczyć i planować i całkiem niezłe oszczędzać 🙂

    • ja TR podbieram mezowi jak wychodze na kolacje z kolezankami, wtedy nimi place, coz za oszczednosc! a on si pozniej dziwi gdzie mu przepadl caly karnet :)))

  • To ja mam znów odwrotnie. Nie umiem wydawać pieniędzy. Zawsze jak coś jest fajnego to przecież mi to niepotrzebne. już mam …
    Pozdrawiam!

    • A widzisz? Moze Ci mj wpis pomoze….

  • Oj oj mam to samo. Maz stwierdzil ze on bedzie robil zakupy spozywczy à jz ewentualnie bede dokupywac ale placac gotowka. Bo z karta szaleje 🙁

    • karta jest dla mnie porazka, z konta ubywa, i tego nie widac!!!

  • Ja przyjęłam zasadę, że takie fanaberyjne zakupy są dozwolone jeśli suma nie przekracza 20 zł. Na razie się sprawdza 😉 Zawsze robię zakupy z listą i często z mężem, który jest głosem rozsądku 😉

    • chociaz mozesz polegac na mezu, moj sie do tego nie nadaje…

Dodaj komentarz