Opowiastka o tym, dlaczego zaczełam uprawiać sport

Udostępnij na:

 

Takie tam, na rozpoczęcie tygodnia….

Dziś mija dokładnie rok, od momentu, gdy po raz pierwszy w całym swoim 33 letnim (wówczas 32 letnim) życiu, zdecydowałam się na sport. Cóż, dwie ciąże w tym jedna 28 kilogramowa, oraz wiek dojrzały zrobiły swoje. I nie myślę tu absolutnie o dodatkowych, całkowicie zbędnych kilogramach, tylko o …… jędrności ciała.

A wszystko zaczęło się od tego, gdy podczas ubiegłorocznej, świątecznej kolacji z przyjaciółmi, jedna z koleżanek, która już była po kilku kieliszkach szampana, stwierdziła, że mam świetną sylwetkę, jestem szczupła…. ale …. mam „cul flasque” co oznacza dokładnie „sflaczały tyłek”, elegancko mówiąc, moja ówczesna pupa, nie należała do najbardziej ujędrnionych w kraju.

I cóż, może niektórzy z Was się oburzą, co to za koleżanka. A ja odpowiem – szczera! Bo trzeba być odważnym, głupim, lub po spożyciu ogromnej ilości alkoholu, aby zapodać taki tekst swojej przyjaciółce. Ja jednak wzięłam to sobie do serca, nie obrażając się, ale podchodząc do sprawy bardzo realistycznie. Wiedziałam, że po ciążach pozostały mi dwa kilogramy na plusie, i już dawno machnęłam na to ręką. Bo w końcu, ile można się odchudzać. Ale ten wiszący tyłek… hmmmmm.

Jeszcze tego samego wieczoru, po powrocie do domu, po obfitej kolacji i kilku lampkach wina, stanęłam przed lustrem, jak mnie Pan Bóg stworzył, i zaczęłam oglądać się ze wszystkich stron. Nie dość, że miałam brzuch jak ciężarna (z przejedzenia) to jeszcze światło w garderobie, nie jest absolutnie faworyzujące, więc o tym sflaczałym tyłku już nie wspomnę. Martin patrzył się tylko na mnie i oczywiście jak każdy kochający facet, stwierdził, że jestem cudowna, piękna i wystrzałowa. Ale kto by słuchał swojego mężczyzny… no kto? Wy słuchacie???

 

kiraz
ilustracja KIRAZ

 

Tak więc już w poniedziałek, po odstawieniu Liliany do przedszkola, zapakowałam jeszcze niechodzącą wtedy Ophelcię do wózka, i wybrałam się do pobliskiej sali treningowej, sportowej czy jak ją tam zwał. Oczywiście, chciałam się rozeznać, ale byłam tak zdesperowana, że wyszłam z wykupionym rocznym abonamentem. Dlaczego rocznym? Ponieważ znam siebie i znam również swój zapał i chęć towarzyszącą uprawianiu sportów. Gdybym miała opłacać co miesiąc salę bez tzw abonamentu i zobowiązań finansowych, to pewnie po kilku seansach, olałabym sprawę. Jednak, gdy co miesiąc, przez rok, z mojego konta odprowadzana jest konkretna suma pieniędzy, to z samego skąpstwa, na zajęcia będę chodzić, żeby mi nie przepadła kasa.

W związku z moją motywacją, na  Gwiazdkę w ubiegłym roku, pod choinkę od męża, oprócz seksownej bielizny, dostałam spodnie i bluzę dresową, oraz sportowe buty! Tak więc wszystko już było, abonament, strój, a nawet motywacja! Okazało się, że tylko siły i energii brakuje.

Gdy dokładnie rok temu udałam się na pierwsze zajęcia, przeżyłam prawdziwy szok. Wybrałam sesje grupowe. Najpierw 45 minut ćwiczeń na talię, uda i tą nieszczęsną pupę. Następnie koleje 45 minut, intensywnego fitnessu. A ostatnie 30 minut to wcale nie taki relaksujący streching.

 

ob_3836a9_ectac-les-parisiennes0051-03
ilustracja KIRAZ

 

W ubiegłym roku, gdy zaczynałam sport, po wykonaniu 20 skłonów w leżeniu na płasko, z nogami podniesionymi w górę, ledwo zipiałam. Dziś robię serię 100 z palcem w nosie. Gdy rok temu, trener kazał nam zrobić popularną deseczkę, po 30 sekundach, opadałam jak kłoda na podłogę i nie mogłam się podnieść. Dziś rano na zajęciach, zrobiłam 3 serie po minucie, i z rozpędu, zrobiłam również deski na boku. Jeszcze niedawno, na zajęciach ze strechingu, dotknięcie palcami do stóp, groziło mi niemal pęknięciem na pół. Teraz, dotykam dłońmi do podłogi, a głową do kolan.

Ale do czego zmierzam, bo na pewno nie do tego, żeby się przechwalać jaka to ze mnie superwoman, i jaka jestem wytrzymała. Prawda jest taka, że nie lubię sportu, nie chce mi się biegać, skakać, i ogólnie wysilać fizycznie. Preferuję relaks i wypoczynek na kanapie, z książką, dobrym filmem i najlepiej tabliczką czekolady, albo czerwonymwinkiem. A jedynym przejawem aktywności fizycznej, który lubię, a właściwie, który względnie toleruje, to spacery. Tak więc dwie godziny sportu w tygodniu, jest dla mnie niemałym poświęceniem.

Niestety, życie to nie bajka….. A tak poważnie, to niestety, dwie ciąże i wiek, robią swoje. I bez względu na to jak wspaniały mam metabolizm, to jednak nie pomoże to w walce z „obwisłym tyłkiem”

Dlatego jednym z moich postanowień noworocznych, jest kontynuacja sportu. Bo wczoraj wieczorem, gdy wychodząc spod prysznica, stanęłam przed lustrem w pełnym negliżu, stwierdziłam, że może do Ewy Chodakowskiej mi nadal daleko, ale jest całkiem nieźle! I dlatego, z całkowitym rozgrzeszeniem, po kolacji, przed telewizorem, zjadłam paczkę ciastek czekoladowych….

A jak u Was ze sportem???

 

Comments 7
  • Gratuluję! Ja mam obwisły tyłek i cellulitis, ale jakoś nie potrafię się za siebie wziąć. I nie… nie mam dzieci czy nie jestem w średnim wieku… Mam 16 lat! Mimo iż chodziłam do szkoły sportowej przez 3 lata to moje ciało wygląda jak mojej mamy po pierwszej ciąży! A planowałam codzienne ćwiczenia i dietę… cóż, dieta pozostała, ale jakoś ćwiczenia zniknęły wraz z minionym rokiem. Mam nadzieję że do ćwiczeń wrócę, ale jakoś ciągle coś wypada i nie mogę! Na szczęście mam oparcie w koleżankach które również twierdzą że trzeba coś zrobić z moim ciałem. Może w końcu dam radę i wyjmę tą mate z szafy. Pozdrawiam.

  • Gratulacje Paulino:)) Świetnie, że o tym napisałaś:)
    U mnie od 18 r. ż. codziennie pół godziny callanetics (streching), okazjonalnie bieganie, basen, rower i narty – wybitnie dla przyjemności:))) Efekt: (przepraszam za chwalenie się, ale poniższa informacja w celu zmotywowania leniuszków;) w wieku 43 lat zero „sflaczałości”, jędrne ciało i bardzo satysfakcjonująca sylwetka;) ( mam dwójkę dzieci:). Odnośnie streching-u – bardzo wygodne jest to, że można ćwiczyć w domu samodzielnie kiedy tylko nam odpowiada. Wadą( dla niektórych) jest monotonność ćwiczeń, ale można temu zaradzić słuchając w tym czasie np. audiobooków:). Ale szczerze zachęcam do jakiejkolwiek aktywności fizycznej:)) Pozdrawiam serdecznie:)*)

  • Uwielbiam cwiczyc

  • Mmmm mi tez przydalaby sie taka szczera do bolu przyjaciolka;-) Moje postanowienie na 2016? Zajac sie tym moim sflaczalym rowniez!!! Brawo za motywacje i wytrwalosc Paulino. Inspirujesz:-)

  • Ha, u mnie było dość podobnie, doskonały metabolizm w połączeniu z pewnym niedoborem zaokrągleń z tyłu 😉 Do niedawna też stroniłam od sportu, ale w zeszłym roku gdy zaczęłam chodzić na fitness, od razu się wkręciłam, a dzięki temu że chodzę na zajęcia trzy razy w tygodniu, to mam na co czekać, więc dzień w pracy też nie jest taki straszny i w ogóle więcej mi się chce robić wieczorami 🙂 No i w ogóle jestem ogromną fanką strechingu 🙂

  • Brrrrrrrrrrrr ;( nie lubię uprawiać sportów, żadnych . 🙁 Lubię tylko oglądać w tv. 🙂 Podziwiam cię za ten zapał 🙂

  • Ja jak na razie przyniosłam do domu tydzień temu rozpiskę z planem zajęć w moim klubie fitness i na tym zakończyłam zainteresowanie sportem 🙁 Nie cierpię się męczyć na fitnessie,ale wiem , że powinnam i muszę. Mam nadzieję, ze w końcu się przemogę i wrócę na salę treningową. Podziwiam cię za rygor jaki sobie wprowadziłaś 🙂

Dodaj komentarz